Dziennikarstwo profesjonalne :-)

Zwiń
X
  • Filtr
  • Czas
  • Pokaż
Wyczyść wszystko
Nowe posty

  • Dziennikarstwo profesjonalne :-)

    Oto co na przykład piszą profesjonalni dziennikarze.
    http://wiadomosci.onet.pl/1689084,12,item.html
    Japonia zarzuciła Rosji, że rosyjski bombowiec naruszył jej przestrzeń powietrzną. W Moskwie natychmiast zdementowano tę informację.
    Według japońskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, do incydentu doszło w rejonie wyspy Sofugan w łańcuchu wysepek Izu na południe od Tokio. Trwający kilka minut pobyt rosyjskiego bombowca Tu-95 w przestrzeni powietrznej kraju, 650 km na południe od Tokio, wywołał natychmiastową reakcję japońskiej obrony - wystartowały 24 myśliwce F-16. Nie doszło jednak do żadnej konfrontacji.
    Japoński MSZ przekazał stronie rosyjskiej "ostry protest", żądając wyjaśnienia sprawy.
    W Moskwie dowództwo sił lotniczych zaprzeczyło, by doszło do naruszenia japońskiej przestrzeni. Zapowiedziano jednak, że protest Tokio zostanie zbadany - podaje rosyjska agencja ITAR- TASS, odnotowując też, że po raz ostatni do podobnego incydentu doszło w styczniu 2006 r., gdy rosyjski An-27, śledzący jednostkę morską, która znalazła się na wodach rosyjskich i następnie ukryła na japońskich, miał przez 26 minut przebywać w przestrzeni Japonii. Rosja przyznała się wówczas do naruszenia japońskiej przestrzeni powietrznej.
    Pozdrawiam
    Adam

  • #2
    Japońce to mają chyba raczej F-15 no i co to jest ten An-27...
    Miłośnik awiacji zafascynowany fotografią

    Komentarz


    • #3
      Niedawno pisaliśmy jeśli dziennikarz jest do wszystkiego to jest do niczego.

      Natomiast Japńczycy nie mają samolotów F-16 tylko posiadają konwersję oznaczoną Mitsubishi F-2

      Ostatnio edytowany przez Jacek Waszczuk; [ARG:4 UNDEFINED].
      Pozdrawiam
      Jacek

      Moje AIRPLANE-PICTURES.NET

      Komentarz


      • #4
        RZĄDOWE TUTKI tygodnik Angora nr 7 (14.II.2010)

        W tygodniku Angora nr 7 (14.II.2010) znalazłem artykuł o wojskowych Tupolewach. Chciałem go Wam udostępnić ale ze względu na błędy merytoryczne i stylistyczne /o gramatyce i ortografii nie wspomnę/ nie nadaje się do rozpowszechniania. Zamieszczam go tu i to tylko z kronikarskiej powinności.
        Oto on:


        Jak Tu-154 stał się narzędziem polityki i skąd wziął się mit, że lot samolotem polskich VIPów grozi katastrofą.

        RZĄDOWE TUTKI

        Dwa wysłużone rządowe tupolewy odejdą do lamusa polskiego lotnictwa. Ich piloci zostali już przeszkoleni na brazylijskich embraerach 175. Wkrótce to właśnie te samoloty zastąpią przestarzałe tutki.


        (…) Oba rządowe Tu-154 znów są zepsute. Pierwszy do końca lipca będzie przechodził remont w Rosji, a drugi czeka na naprawę. Autopilot ma usterkę od ostatniej wyprawy do Haiti. A części zamienne jeszcze nie dotarły. Na Światowe Forum Ekonomiczne w Davos 28 stycznia prezydent Lech Kaczyński dotarł więc spóźniony – zamiast tupolewem musiał polecieć małym jakiem. A już za parę dni, także korzystając z jaka, premier Donald Tusk dostanie się na nadzwyczajny szczyt gospodarczy w Brukseli (…)

        SKĄD KŁOPOTY?

        - Awarie, o których tyle się mówi, przeważnie nie są poważne – zapewniają piloci. Chodzi o to, że w samolocie rządowym nie może być żadnej, ale to żadnej usterki. Gdy poluzuje się śrubka w klamce, samolot nie wystartuje, dopóki nie zostanie dokręcona. Inaczej jest w samolotach pasażerskich. Istnieje cała lista usterek, z którymi samolot może lecieć, bo nie wpływają one na bezpieczeństwo.
        Piloci przekonują: - Naprawdę nie oto chodzi, że Tu-154 się psują. One są przestarzałe i zbyt głośne i dlatego nie mogą lądować na lotniskach w UE. Z tego powodu Areofłot pozbył się ich w ubiegłym roku. Nasze dwa tutki latają na zasadzie wyjątku. To samoloty rządowe, a przecież nikt nam nie będzie mówił czym mamy latać.
        Według Strojeńskiego problem nie w maszynie tylko w tym, że jesteśmy biednym krajem. Nasz prezydent leci w delegacje jednym samolotem. A prezydent Sarcozy trzema. W jednym on, w drugim reszta ekipy, a trzeci jest zapasowy, jakby któryś z poprzednich się popsuł. Tak samo Obama – choć w przypadku prezydenta Stanów Zjednoczonych leci jeszcze więcej maszyn: Air Force One, Air Force One zastępczy i trzy inne, którymi Amerykanie wożą ze sobą wszystko co może być im potrzebne. A my? Mamy tylko dwa tupolewy. Jak się zepsują to VIP-om zostają jaki. Mało wygodne i zupełnie niereprezentacyjne (…)
        - Jako szef rządu po kolejnych awariach wydałem polecenie wymiany taboru ministrowi transportu Bogusławowi Liberadzkiemu. Od 15 lat nie zmieniło się nic – Opowiada były premier Józef Oleksy, którego lęk przed lataniem jest legendarny – Latać tym samolotem to była zgroza – mówi Oleksy. I przypomina zdarzenie, które miało miejsce na lotnisku w Tel Awiwie, gdy w maszynę uderzyła ciężarówka i zrobiła dziurę w skrzydle. Zdaniem Oleksego to dlatego, że tupolew po prostu był nie wymiarowy. – Miałem lecieć na szczyt europejski do Cannes i samolot nie zapalił, bo to maszyna wrażliwa na wilgoć i po deszczu nie zapala. Potem tak samo było w Budapeszcie Budapeszcie musieliśmy wracać samochodem – wspomina Oleksy.
        Gorsza przygoda przytrafiła się Markowi Belce, gdy jako premier leciał na szczyt UE – Azja do Wietnamu. W Kunmingu w Chinach, gdzie było międzylądowanie, z jednego z silników zaczęły się wydobywać kłęby dymu. Polski premier, by zdążyć zaszczyt musiał pożyczyć samolot od Chińczyków.
        Wszystkie przygody kończyły się jednak bezpiecznie. Nawet uderzenie pioruna uwiecznione przez jednego z obecnych na pokładzie operatorów telewizyjnych.

        POWIETRZNE LIMUZYNY

        Rządowy samolot to atrybut najwyższej władzy, jaki przysługuje tylko prezydentowi, premierowi, marszałkom Sejmu i Senatu. Ale zwykle szybko powszednieje. – To żaden przywilej, to usprawnienie pracy. Premier nie powinien udawać, że lata jak każdy obywatel, bo ma inne obowiązki – komentuje Oleksy.
        Próbował temu zaprzeczyć Donald Tusk, który na początku swojej kadencji zapowiedział, że w ramach oszczędności będzie korzystać z rejsowych lotów. Szybko się okazało, że trudno pogodzić udział w unijnych szczytach z nerwowym zerkaniem na zegarek, by nie spóźnić się na rejsowy samolot.
        Absolutną katastrofą pod tym względem była jego wyprawa za Atlantyk. Gdy boeing z Tuskiem był w powietrzu, do nowojorskiego biura Lotu-zadzwonił ktoś, przedstawiając się jako członek Al-Kaidy - Na pokładzie samolotu, którym leci polski premier, jest bomba – oświadczył i przerwał połączenie. Alarm był fałszywy, ale skrupulatni Amerykanie musieli sprawdzić, czy faktycznie nie ma żadnej bomby. Później, podczas spotkania z Polonią, Tusk żartował na temat „bombowego” przywitania. Ale w efekcie przekonał się do tutków. I wkrótce Tu-154 stał się – podobnie jak krzesło na unijnym szczycie – symbolem politycznej wojny premiera z prezydentem.
        Narzędziem polityki rządowe tupolewy stały się niedawno. Pierwszy raz podczas wojny rosyjsko-gruzińskiej. Lech Kaczyński chciał się dostać do Tbilisi przed Nicolasem Sarkozym, prezydentem sprawującej wówczas unijną prezydencję Francji. Obawiał się, że prezydent Gruzji Micheił Sakaszwili zgodzi się na proponowane warunki rozejmu, w których nie będzie punktu o zachowaniu terytorialnej integralności Gruzji. Dlatego zaczął naciskać na pilota, by niezgodnie z ustalonym wcześniej planem poleciał wprost do stolicy Gruzji, a nie do Azerbejdżanu, skąd, jak planowano, Kaczyński i towarzyszący mu prezydenci Litwy, Estonii i Ukrainy oraz premier Łotwy mieli samochodami pojechać do Tbilisi. Pilot odmówił jednak, bo nad przestrzenią Gruzji panowało Rosyjskie lotnictwo. Na pokładzie doszło do ostrego spięcia. Ja naprawdę obawiałem się nie tylko o życie prezydenta, ale całej załogi - przekonuje kapitan Grzegorz Pietruczuk.
        Inaczej tę sytuację widzi Michał Karnowski, znany dziennikarz, który wtedy był na pokładzie: - Wszyscy od początku wiedzieliśmy, że jedziemy w rejon wojny ale w między czasie pozytywny efekt przyniosły mediacje UE. W momencie startu mieliśmy już informacje, że działania wojenne są zakończone.
        Jego zdaniem pilot przecenił ryzyko, które już wtedy było znacznie mniejsze. – Jego decyzja wszystko utrudniła, bo musieliśmy jechać fatalną drogą, dotarcie na miejsce opóźniło się o dziesięć godzin. Czterej prezydenci dotarli w rezultacie spóźnieni, bo Sarkozy przybył dużo wcześniej. Misja dyplomatyczna straciła wagę – wspomina Karnowski.
        Kolejny raz Tu-154 był kartą przetargową w sporze prezydenta i premiera o kompetencje w polityce unijnej. Apogeum spór osiągnął w październiku 2008 roku, kiedy Tomasz Arabski, szef Kancelarii Premiera, odmówił samolotu Lechowi Kaczyńskiemu, by ten nie poleciał na szczyt do Brukseli. Prezydent wyczarterował wtedy samolot i na szczyt doleciał.
        Nigdy wcześniej do takich sytuacji nie dochodziło – w czasach rządu Jerzego Buzka lewicowy prezydent porozumiewał się w tej sprawie z premierem i marszałkami Sejmu i Senatu, którzy pochodzili z AWS. Kiedyś rozgorzał spór o wylot na wigilię do polskiego kontyngentu w Kosowie. Ówczesny marszałek sejmu Maciej Płarzyński miał już zaplanowany lot, ale żołnierzy postanowił odwiedzić także Aleksander Kwaśniewski. – Na szczęście Kwaśniewski zrezygnował. Ale gdyby postawił na swoim, to on by poleciał jako osoba stojąca wyżej w hierarchii najwyższych urzędów – opowiada Płażyński.

        NIEFORMALNE KONFERENCJIE

        VIP-om trudno zrezygnować z własnego samolotu nie tylko z powodu prestiżu. Liczy się też to że na pokład rządowego samolotu zapraszani są też dziennikarze. W czasach rządów lewicy murowane miejsce „Trybuna”, za PiS „Nasz Dziennik”. Tu-154 okazywał się za mało pojemny dla niektórych mediów, z którymi aktualna władza miała na pieńku. Ich przedstawiciele słyszeli wówczas, że miejsca w samolocie już się skończyły.
        Na pokładzie kontakty dziennikarzy i polityków odbywają się na innych zasadach niż zazwyczaj. Zwłaszcza na długich trasach tworzy się rodzaj pokładowej wspólnoty, opowiada Maciej Płażyński. Korzystali z tego wszyscy: Jerzy Buzek, Leszek Miller, Marek Belka i Kazimierz Marcinkiewicz. Aleksander Kwaśniewski podróż zaczynał zazwyczaj od przywitania się ze wszystkimi uczestnikami lotu. Teraz ten obyczaj zamiera. Czasem do dziennikarzy przychodzi porozmawiać prezydent Lech Kaczyński. Donald Tusk robi to rzadko. Politycy PO mówią, że tylko wtedy, kiedy nie ma odpowiadającego w Kancelarii Premiera za komunikację Igora Ostachowicza, który uważa, że to „zły plan dla premiera”, opowiada jedna z osób latających Tu-154. Czy to przesadna ostrożność? Kilka miesięcy temu podczas podróży na szczyt unijny, na którym mógł być dokonany wybór przewodniczącego Rady Europejskiej i szefa dyplomacji, Donald Tusk spędził z dziennikarzami sporo czasu, argumentując, że szczyt zakończy się niczym. Jednak dzień później Unia miała już i swojego prezydenta, i szefa dyplomacji.
        Dziennikarze wciąż bardzo chętnie latają z VIP-ami. Mimo fatalnej klimatyzacji wewnątrz i różnych niedogodności należenie się w grupie wybrańców daje poczucie nobilitacji. – Jak ginąć, to w dobrym towarzystwie – powtarza Małgorzata Naukowicz, która często gości na pokładzie rządowego samolotu.
        Taki ponury scenariusz jest jednak raczej mało prawdopodobny, bo tutkami latają bardzo dobrzy piloci. Dali tego dowód choćby podczas pewnego powrotu Leszka Millera z Francji. Nad Warszawą szalała śnieżyca lepsza pogoda była w Katowicach tam miał lądować samolot.
        Premierowi zależało jednak na tym, by samolot wylądował na Okęciu. Pilot zapowiedział, że spróbuje wykonać trzy podejścia. Jeśli to okazałoby się zbyt ryzykowne, miał zrezygnować i polecieć jednak na Śląsk. Samolot zaczął zniżać lot, ale z okna nie było nic widać, prócz gęstej zadymy. W pewnym momencie rozległ się huk, to pilot wysunął podwozie. Umilkły żarty, nie było śmiechów. Wszyscy spodziewali się, że za chwilę koła dotkną pasa, ale pilot poderwał maszynę i zaczął przygotowywać się do drugiego podejścia. Gdy i tym razem pilot poderwał maszynę, nikt nie przypuszczał, że podejmie jeszcze jedną próbę. Ale i tym razem pilot zaczął ostro schodzić dół i samolot huknął kołami o pas. W tym momencie jedna z dziennikarek nie wytrzymała i zaczęła krzyczeć: - Jezu! Ratunku! Rozbiliśmy się! – opowiada dziennikarz polityczny Marcin Graczyk.
        Marcin Graczyk wspomina jeszcze jedną przygodę. Tupolewy mają stosunkowo mały zasięg i na lotach długo dystansowych muszą uzupełniać paliwo. Na trasach transatlantyckich lądują z reguły na Islandii, choć czasami też w Kanadzie. Gdy w 2004 roku Aleksander Kwaśniewski wracał z USA, miał wylądować w Gander, na Nowej Funlandii, samolot został jednak skierowany do odległego o ponad 200km Saint John’s. Maszyna długo krążyła nad lotniskiem. Oficerowie BOR-u i dziennikarze zaczęli wymieniać uwagi, że piloci muszą zrzucić paliwo, by podczas lądowania maszyna nie spłonęła kilku BOR-owców zaczęło udawajże się mogli, czym wprawili w przerażenie część pasażerów. Samolot jednak gładko wylądował i jechał wzdłuż wysokich zasp, bo właśnie pospieszne odśnieżanie było przyczyną, dla której Tu-154 nie mógł podejść do lądowania.
        Samolot z napisem „Republic of Poland” kanadyjska obsługa lotniska przyjęła sceptycznie. Podczas tankowania wszystkich wyproszono z maszyny i ustawiono na płycie lotniska przy kilkunasto stopniowym mrozie. Prezydent skarżył się potem, że został potraktowany, jakby podejrzewano, że jest nielegalnym imigrantem. Wizerunek polskiej delegacji w oczach Kanadyjczyków poprawiło to, gdy Kwaśniewskiego rozpoznali na lotnisku przebywający polscy marynarze.

        PODEJŚCIA BOJOWE

        Najwięcej emocji towarzyszy wyprawom bojowym. Tak, nieco na wyrost, określa się loty w rejon konfliktów zbrojnych, gdzie stacjonują nasze kontyngenty. Kiedyś Bałkany czy Bliski Wschód, a w ostatnich latach Irak i Afganistan. W czasach gdy pierwszy lepszy bojownik, który dostanie do ręki rurę z rakietą, może naprowadzić ją na cel i zestrzelić samolot, loty te traktowane są szczególnie poważnie. Samolot z VIP-em jest wymarzonym celem.
        - Polecieliśmy do Bagdadu z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim ale coś wydarzyło się na lotnisku, dlatego musieliśmy krążyć nad zabudowaniami stolicy Iraku na niewielkiej wysokości. A to było tuż po tym, jak zestrzelono samolot DHL rakietom przeciwlotniczą z dachu. Bałem się wtedy i patrzyłem na dachy, czy na którymś nie zobaczę kogoś rurą albo smugi dymu – opowiada Jacek Czarnecki z Radia Zet, korespondent m.in. w Czadzie Iraku i Afganistanie. W normalnym bojowym podejściu do lądowania samolot ostro schodzi w dół by jak najszybciej znaleźć się na pasie startowym i dać ewentualnym strzelcom jak najmniej czasu do wycelowania. Na nieprzyzwyczajonych robi to silne wrażenie, a jeśli ktoś nie posłucha stewardes i nie zapnie pasów może polatać po całym samolocie – opowiada reporter.
        Po locie z Kwaśniewskim zmieniono procedury i podczas podchodzenia do lądowanie w niebezpiecznych miejscach nakazano zasłaniać okna. – Po co się stresować – tłumaczył jeden z oficerów BOR-u. A ponieważ w Iraku pojawiła się także moda na ataki moździerzowe i snajperów, to jeszcze przed wylądowaniem rozdawano hełmy i kamizelki kuloodporne. Jednak to, co służy bezpieczeństwu nie zawsze służy wizerunkowi. W 2006 roku tusz przed świętami wielkanocnymi do naszych żołnierzy poleciał prezydent Kaczyński. A było to dwa miesiące po katastrofie hali MTK w Katowicach, kiedy to Lech Kaczyński pojawił się na miejscu w strażackim kasku. Zdjęcia, które obiegły prasę, nie były zbyt udane, tym bardziej, że ani towarzyszący mu premier Kazimierz Marcinkiewicz, ani pozostałe osoby kasków nie miały. Dlatego gdy prezydent leciał do Iraku, kamizelkę kuloodporną zasłonił garniturem, a hełmu nie włożył wcale. Wszyscy towarzyszący mu dziennikarze mieli za to obowiązek pokazać się w pełnym rynsztunku.
        Piloci przyznają, że tupolew do takich misji się nie nadaje: Nie może być tak, że prezydent leci do Iraku samolotem, który nie ma żadnego systemu antyrakietowego. Nie powinno być też tak, że samolot rządowy, który ma małe luki bagażowe, służy za samolot transportowy i wozi na siedzeniach ryż na Haiti – mówi jeden z pilotów.

        ALKOHOL I PAPIEROSY

        Aleksander Kwaśniewski pamiętał nie tylko o tym, aby się z dziennikarzami przywitać, ale także o tym, by podróż minęła im miło. To Kancelaria rezerwująca lot dba o odpowiednią oprawę lotu i zamawia catering. Za czasów Kwaśniewskiego alkohol był serwowany wszystkim gościom. Teraz raczą się nim wyłącznie członkowie delegacji. Jak przyznają piloci oszczędności poszły tak daleko, że nawet torebki herbaty wyliczane są co do sztuki, a pilotów i stewardes nie uwzględnia się w ogóle. Mają swój własny czajnik i herbatę.
        Nie tylko Kwaśniewski traktował trunki jako zwyczajowy element wyprawy. – Podczas moich podróży podawano alkohol na pokładzie. Nie widziałem w tym nic złego, wszystko jest dla ludzi – mówi były marszałek Sejmu Maciej Płażyński. Ale problemy się zdarzały. Podczas jednego z lotów nad Zatokę Perską przedsiębiorcy zaczęli bawić się tak dobrze, że dziennikarze w końcu śpiewali naprędce ułożony kuplet. „Polski biznes nie żyje, nie żyje, nie żyje, niech już więcej nie pije, nie pije, bęc”. W końcu do przedziału wszedł prezydencki minister do spraw zagranicznych Andrzej Makowski, który cieszy się opinią człowieka rozrywkowego, ale tym razem wycedził przez zaciśnięte zęby: - Za godzinę lądujemy w Arabii Saudyjskiej, kraju muzułmańskim, w którym alkohol nie jest tolerowany.
        Wkrótce po tym locie alkohol przestał być serwowany oficjalnie. Zdarzało się jednak i potem, że stewardesa przechodziła mrugała okiem i pytała czy podać colę. Oczywiście cola była z wkładką, opowiada Małgorzata Naukowicz z Radia Tok Fm.
        Podczas jednej z podróży Aleksandra Kwaśniewskiego pewien prezydencki urzędnik zaspał „zmęczony zmianą czasu”, i został na Cejlonie, ale dziennikarze nie zawsze byli święci. – Były osoby, za które reszcie było wstyd – Mówi Jacek Czarnecki z Radia Zet. Jeden z dziennikarzy przypłacił nawet picie na pokładzie utratą pracy. Zdarzały się też loty po których dziennikarzy nie wypuszczano z samolotu, do półki VIP nie odjechał z Okęcia. To mogło oznaczać tylko jedno. Stan wracającego polityka jest taki, że lepiej go nie pokazywać.
        Naiwny jednak, kto myśli, że przesiadka VIP-ów z prosowieckich tutków do nowoczesnych embraerów, będzie się wiązała ze zmianą mentalną i oznaczała ostateczny obraz takich obrazków. Na pokładzie nowych samolotów znajdzie się przecież miejsce na barek.

        Grzegorz Osiecki
        Iwona Dudzik


        Tytuł oryginalny: „Rządowe Tutki – porządne maszyny czy latający złom” Gazeta Prawna nr 25 (5-7.II.)
        Ostatnio edytowany przez Łukasz Lorenc; [ARG:4 UNDEFINED].

        Komentarz


        • #5
          Czy aby na pewno jest to tygodnik Agora?Może chodzi o Angorę?

          Komentarz


          • #6
            Albo Ci Państwo pisali to na kolanie lecąc Tutką w strachu że ktoś ich zestrzeli "okrutnom rakietom" albo nikt tego nie czytał przed opublikowaniem Dobrze jednak że mamy tyle tych "Tutków" i jest o czym pisać. Ktoś im zrobił psikusa i wyłączył automatyczne sprawdzanie pisowni Ja mógłbym robić takie błędy ale dziennikarze? żenua
            Choć przyznam że całość wciąga czytając, tym bardziej kiedy informacja dotyczy miejsca tak hermetycznego że dla zwykłego zjadacza chleba mogą to być informacje ciekawe
            Ostatnio edytowany przez stratus; [ARG:4 UNDEFINED].
            http://stratus.spotter.com.pl

            Pozdrawiam
            Jurek

            Komentarz


            • #7
              Chyba dobry wątek dla tego linku

              http://www.youtube.com/watch?v=m47Xh...layer_embedded
              Pozdrawiam
              Jacek

              Moje AIRPLANE-PICTURES.NET

              Komentarz


              • #8
                sadzac z komentarzy pod filmem woz niczego nie tarasowal ... roznie to bywa z pozycji widza

                Komentarz


                • #9
                  Nowe znaczenie słowa Spotter

                  http://www.tvn24.pl/0,1666807,0,1,sp...wiadomosc.html

                  Komentarz


                  • #10
                    To wiecie ile spotterów bedzie teraz


                    Komentarz


                    • #11
                      Odpowiedni materiał filmowy do tekstu. Zresztą samolot czy śmigłowiec co za różnica, ważne że na Syberii
                      http://www.polskatimes.pl/artykul/93...ideo,id,t.html
                      Pozdrawiam
                      Adam

                      Komentarz


                      • #12
                        Perełka z cyklu profesjonalny wywiad

                        https://www.youtube.com/watch?v=TrdUDA0GMQc
                        Pozdrawiam
                        Jacek

                        Moje AIRPLANE-PICTURES.NET

                        Komentarz


                        • #13
                          http://www.wiocha.pl/1262957,Zolnieze-w-TVN24
                          Pozdrawiam
                          Adam

                          Komentarz


                          • #14
                            Tym razem również TVN http://www.tvn24.pl/smiglowce-zauwaz...,709301,s.html
                            Pozdrawiam
                            Adam

                            Komentarz

                            Pracuję...
                            X